sobota, 12 stycznia 2013

...bez forsy i bez braw, jedynie dla sprawy....

   ...bez forsy i bez braw, jedynie dla sprawy....


   Kiedy 11-12 lat temu trafiałam do kolejnego już z kolei szpitala, nie przypuszczałam, że  spędzę  tu kolejne 4 miesiące swojego życia. Życia w obawie przed kolejną godziną, dniem, tygodniem. Odliczając kolejne godziny zbliżające mnie do spotkania z moimi córeczkami. Z perspektywy czasu dopiero dochodzi do mnie
fakt wielkiego szczęścia jakie mnie spotkało. Jako młoda mama nie byłam może wszystkiego świadoma, zawierzałam lekarzom i temu,że musi się udać. A przecież nie wszystkim się udawało. przez te miesiące spotkałam wiele kobiet które nie miały tyle szczęścia  co ja.
   Klinika położnicza ul. Karowa w Warszawie oddział patologii przewlekłej ciąży. Do szpitala przyjechałam autobusem, ze skierowaniem po najzwyklejszym USG- które tego dnia zrobiłam w przychodni rejonowej.
W poczekalni spędziłam 3 godziny, trafiam na USG- potem wielkie zamieszanie, szum, 2,3,5 lekarzy, łóżko, przewóz na górę na odział sama nie wiem co się działo przez kilka godzin istny mętlik w głowie.
     Po dwóch dniach diagnoza - zespół TTS. Lekarze wyjaśniają  tłumaczą,jak się potem okazuje w większości pozostawiając mnie nieświadomą, nie chcąc denerwować. Lekarzem prowadzącym okazuje się być Nikola, moja drużynowa z harcerstwa. ;) To ona mnie informuje,że kilka dni przede mną trafiła do nich dziewczyna w ciąży z tym samym zespołem, niestety nie zdołali zahamować już porodu , dziecko urodziło się z waga 250g, drugi bliźniak 650 g.Dzieci walczą. Potem w odstępie kilku dni wyjdziemy ze szpitala. Pokazała zdjęcia  dzieci są u nich na neonatologii, rozumiecie- 100 m dalej leżą kruszynki, które nie miały tyle szczęścia co moje maleństwa. Gazety o tym huczały.  Kilka gazet udało mi się przechwycić, doczytać. Strach narastał, a moje dziewczynki dopiero co ważyły bl I- 350 g, bl.II-800g. . Zaczyna się walka. Eksperymentalne leczenie,mnóstwo zastrzyków, pigułek, kroplówek.
Kilkaset badań-i USG-a przy wszystkich badaniach, otaczające nas serduszka,. tak to sprzęt Owsiaka,
pomógł moim maleństwom dotrwać przeczekać do 32 tygodnia- zaczęty 33 tydzień, poród- dziewczynki za sprawą sterydów podawanych mi przez 4 miesiące rodzą się duże ale najważniejsze  z rozwiniętymi pęcherzykami płucnymi, oddychają same. Pierwsza Maja- 2050g, - 10 punktów,i brawa na sali dwóch zespołów lekarzy i dwóch zespołów neonatologicznych, Zaraz po niej bo tylko 4 min- Marlenka 2090. - 10 punktów, czy ktoś bił brawo nie wiem bo płakałam. Okruszki pojechały na badania, po 2 godzinach się spotkaliśmy ponownie i już się nie rozstajemy. Wyszłyśmy ze szpitala po 6 dniach, z wagą 1900 g. ;). Były jak małe ptaszki. najmniejsze śpioszki 56 cm na nóżkach podwijałam jeszcze 15 cm..
  Dzięki tym wielkim serduszkom, które w tym okresie grały, mogłam poczuć co to znaczy być mamą, pokochać miłością wielką i bezgraniczną.

   W kolejnych latach nie raz , nie dwa korzystaliśmy ze sprzętu, który zostawał zakupowany dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.  Dzięki każdej złotówce która została wrzucona do puszki i każdej osobie, która w ten , czy w inny sposób przyczyniła się do zbiórki. Od ponad  roku jeżdżąc do szpitala w Białymstoku, widzimy na każdym kroku serca, które przypominają mi,że warto pomagać. To ,że możemy
w szpitalu tym diagnozować naszą Juleczkę, teraz i Zuzię w dużej mierzę właśnie zależy od takich serduszek jak wasze.,od waszych składek., grosików.

Jeszcze dziś i jutro , macie okazje licytować produkty :AUKCJE WOSP 




zapraszam na licytacje u blogowych koleżanek;
                                              ZAMIAST
                                        PIEGOWATEGO SERCA
                                                FOGGIA
                                               MARYS
                                            GROSZKOWO MI


34 komentarze:

  1. Poplakalam sie czytajac Twojego posta.. Ciesze sie, ze wszystko dobrze sie skonczylo i masz takie cudne dzieciaczki, ale nie zazdroszcze Ci tego co przezylas :-) Calym sercem popieram akcje Owsiaka i zawsze sie do niej przylaczam. W jednosci sila! Tule mocno i pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń
  2. buuuuuuuuu i ja uroniłam łezkę czytając Twój wpis .. Ja też wkoło widzę owsiakowe serduszka .. I pomagam od wielu lat !! Popieram w całej rozciągłości Wielką orkiestrę i cieszę się ogromnie , że Twoje córeczki mają się dobrze ! Pozdrawiam cieplutko !!

    OdpowiedzUsuń
  3. nie wiem co napisać.....mieszkam narazie w UK i powiem szczerze, że brakowało mi polskiego podejścia do ciąży. W sumie do dnia dzisiejszego twierdze że miałam sporo szczęścia i mojemu dziecku nic nie było, (przez całą ciąże miałam zrobione 2 razy USG i tyle)
    trzymam kciuki za aukcje!!!
    Agnieszka z otwartaszuflada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój najmlodszy babel urodził się w 34 tyg. też po, co prawda duzo krótszej, ale walce o każdy dzień dużej. Wyobrażam sobie co przechodziłaś. Gdy wszystko kończy się dobrze, człowiek dopiero dostrzega ile w zyciu ma szczęścia, którego na codzień nie dostrzega.
    Całuję
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam Kiniuś Twoja historię, i będąc w szpitalach nie raz spotykałam sprzęt Wielkiej Orkiestry.. Jurek to niezwykły człowiek, fenomen na skalę świata, potrafi skrzyknąć wszystkich by działali w dobrej wierze. Teraz jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że pieniążki pomogą i starszym osobom. Jednak za każdym razem gdy widzę serduszko Wielkiej Orkiestry na sprzęcie medycznym , a jest prawie na każdym zastanawiam sie co by to było gdyby nie taki Owsiak.. dlaczego żyjąc w normalnym kraju, płacąc składki sami niejako musimy zadbać o sprzęt ratujący życie.. smutne to....

    OdpowiedzUsuń
  6. oj i ja się zastanawiam, na czym byśmy byli leczeni i diagnozowani do tej pory, chyba puste ściany by stały na co drugim oddziale. Ostatnio jak byliśmy z Julkę w Białymstoku, kiedy jej badali wyrzuty w nocy , każdy sprzęt na którym miała diagnostykę był oserduszkowany ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj wzruszyłaś mnie swoja historią... dobrze że jednak wszystko się tak skończyło i masz swoje dwa skarby (a teraz już nawet 4 :P ) przy sobie...
    Sama rodziłam niedawno i też widziałam na oddziale mnóstwo sprzętu oznaczonego serduszkami... przykre jest tylko to , jak już ktoś wyżej napisał, że sami musimy zbierać na sprzęt ratujący życie, pomimo płacenia składek (i to wcale nie małych)...
    Sama dołączyłam do akcji - bo kazdy grosz sie liczy... i życzę by Twoje prace osiągneły bardzo wysokie ceny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem szefem sztabu WOŚP u siebie w mieście, i wśród tych wszystkich głosów krytyki, cieszę się, że dzień przed całym Finałem zdążyłam wejść jeszcze na Twojego bloga. Dziękuję Ci, za to co tutaj napisałaś, jeszcze bardziej wierzę w to wszystko. I mimo tego, ze bardzo mocno przyjmuje do siebie każdy negatywny głos, nawet taki, który nie jest wprost wymierzony do mnie, to takie wyznania, jak Twoje robią gdzieś w moim sercu jeszcze większy oddźwięk na szczęście. Popłynęło parę łez i dziękuję. Jeszcze raz mocno dziękuję za Twoją obecność. Czuję, że mam stu procentowe, a nawet jeszcze większe siły od razu na jutrzejszy, jakże ciężki, ale radosny dzień!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wzruszająca historia na szczęście z Happy Endem, najgorsze na świecie są właśnie choroby wśród dzieci Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ryczę tutaj. Krytykę słyszę czasami ale się na nią oburzam, bo dla mnie najważniejszym argumentem są serduszka na sprzęcie. Bez orkiestry nie byłoby tego sprzętu. Koniec kropka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze wrzucamy do puszek WOŚP, warto pomagać, bo nigdy nie wiadomo czy sama nie znajdę się w podobnej sytuacji :)
    Warto dla takiego szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Poryczałam się. Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nigdy nie widzialam oserduszkowanych sprzetow, po prostu nie mialam okazji od 12 lat mieszkam za granica ale wiem ze sa i chce zeby bylo ich coraz wiecej i co roku robie cos zeby wspomuc ta akcje. Ja ma szczescie mieszkac w Szwajcarii gdzie opieka zdrowotna jest na bardzo duzym poziomie ale chce miec pewnosc ze moi bliscy, ktorzy mieszkaja w Polsce tez moga liczyc na sluzbe zdrowia. Mimo ze ta akcja jest piekna, final zawsze wzrusza, jest duzo fajnej muzyki to moim cichym marzeniem jest to zeby kiedys sie to skonczylo, zeby panstwo polskie poprosilo Jurka Owsiaka o zaprzestanie zbiorki, bo juz nie bedzie takiej potrzeby. Tak, tak wiem to utopia ale kto mi zabroni marzyc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety nic się na to nie za powiada, a tych wszystkich krytykujących zaprosiłabym na kilkudniowy wyjazd po mazurskich wsiach.5 lat temu się tu wprowadziłam, i to co zastałam, wywarło na mnie nieopisane piętno. Ludzie żyjący w skrajnej biedzie, dzieci chodzące z moimi córkami do klasy z zezami, bo rodziców nie było stać zawieść dzieci do poradni szpitala na prosty zabieg. Co tu mówić, najbliższą poradnia laryngologiczna oddalona jest 120 km , w jedną stronę. Poradnia endokrynologiczna 200 km w jedną stronę, na wizytę w szpitalu na cito czekałam 3 miesiące, po czym wyszłam z niekompletnym pakietem badań, bo nie było sprzętu wolnego na zrobienie diagnostyki, po 2 tygodniach w szpitalu wyszłam bez zrobionego USG- za to ze skierowaniem na nie, co z tego,za 2 tygodnie znowu trzeba było pokonać 400 km, I pytam sie jaka w tym jest logika skoro nie mam poradni bliżej a skierowanie które dostaję z Białegostoku jest nieważne w moim rejonie, pomijam już USG- bo i tak nigdzie bliżej nie miał by mi kto go zrobić dzieciom, bo brak specjalistów jeszcze w Olsztynie musiałabym szukać , kogoś z polecenia, ale badania krwi, poziomy hormonów, na celalkię to skierowanie także są nieważne. I idę do przychodni i robię prywatnie mimo,ze opłacam niemałe składki z prowadzenia dwóch firm. Bo przecież nie pojadę z dzieckiem 400 km i potem jeszcze raz po odbiór wyników i tak już niektóre zakłady analityczne idą nam na rękę i wysyłają nam wyniki na pocztę e-mail. nie wspomnę o wspaniałej Pani doktor, która odbywa z nami wizyty tzw, telefoniczne, My dzwonimy, podajemy wyniki ona ustala leczenie, aby uniknąć męczących podróży co miesiąc z dwoma córkami w dwóch ośrodkach to 4 wyjazdy w miesiącu. I my mamy łatwiej, bo nikt nas nie musi zwalniać z pracy sami sobie ustalamy godziny pracy, a co z ludźmi którzy musza się zwalniać z pracy, 2 rodziców ( jeśli np, mama nie ma prawo jazdy, albo ewentualnie jedzie sam tata, który nie zawsze przekaże po powrocie to co trzeba mamie:). Więc mimo tzw. darmowej służby zdrowia, za leczenie dzieci nie płacę jedynie za pobyty w szpitalu, reszta jest na moich barkach. I wszystkich którzy nie widza sensu akcji zaprosiłabym do siebie i przewiozła po okolicznych wioskach, nie było by domu do którego by weszli gdzie nie było by tragicznej historii, gdzie dzieci umierają na wyrostki, kobiety rodzą dzieci z wadami serca o których dowiadują sie po porodzie itd itd,

      Usuń
    2. Moze ja sie zle wyrazilam ale ja nie jestem przeciwna tej akcji nawet jestem bardzo za. Ja pochodze z lubelszczyzny i tam dalej mieszka moja mama, moj brat, wiem jak wyglada tam leczenie, nie mialam tylko nigdy do czynienia z leczeniem dzieci z oddzialami szpitalnymi dla maluchow i co za tym idzie nigdy na wlasne oczy nie widzialam serduszkowego sprzetu. Chcialabym tylko aby w kiedys panstwo polskie moglo sobie pozwolic na sprzet do szpitali, zeby tych szpitali bylo coraz wiecej. WOSP to jeden z powodow dla ktorych jestem dumna ze jestem polka.

      Usuń
  14. I ja tu poplakusialam sie, wszystkie sa takie sliczne - te Twoje Coreczki.... God bless You all!

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiniu, zajrzyj do mnie, nie chce mi się drugi raz Ci tego pisać...

    OdpowiedzUsuń
  16. Dreszcze mnie przechodzą, jak pomyślę sobie co musiałaś przeżyć będąc w takiej trudnej ciąży. Okropność.
    Sama nie miałam (na szczęście) "okazji" oglądać specjalistycznych, szpitalnych sprzętów, ale wciąż wokół słyszę to co Ty napisałaś powyżej, że oserduszkowanych maszyn jest mnóstwo. Napawa mnie dumą, że istnieją Polacy, którzy są w stanie taką akcje zorganizować, no i że społeczeństwo z roku na rok wrzuca do puszek coraz więcej pieniążków.
    Swoimi akcjami zachęciłaś mnie do zrobienia czegoś dla Orkiestry. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam bo bym jakieś Ofce wymościła na aukcje. Może w przyszłym roku się uda.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jejku, wzruszyłam się jak to czytałam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Poryczałam się... Znając historie takie jak Wasza i mojego szwagra, który leżał przez 19 dni pod respiratorem zakupionym przez WOŚP nie waham się przed wrzuceniem do puszki. Ci co krytykują, nie robią nic aby poprawić sytuację w zakresie zdrowia i opieki medycznej, nie obchodzi mnie ile kto bierze za "orkiestrę", widać wystarcza i dla nich i na sprzęt, a ministerstwo zdrowia bierze dla siebie, a z nami- pacjentami, już się nie podzieli... A orkiestra niech gra!!!
    Pozdrawiam i życzę duuuuużo zdrowia dla córeczek!

    OdpowiedzUsuń
  19. Serce boli i łzy lecą jak się to czyta :* Dziewczynki są śliczne i mogą być dumne, że mają taką SuperMamę! Ściskam mocno ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Jest to przerażająca prawda, dobrze, żę są takie akcje tacy ludzie skoro nie pozostaje nam nic innego jak wziąść sprawę we własne ręce, dołóżmy swoich starań skoro na państwo liczyć nie można!!!
    Cieszę się że mimo zapewne Twojego strachu, obaw skończyło sie pomyślnie i masz zdrowe dziewczynki;)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniały post :) Sama z drugim synkiem musiałam leżeć prawie 4 miesiące. Wiem co przeszłaś :) Masz wspaniałe córeczki :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. wzruszające...cieszę się,że wszystko dobrze się skończyło wiem co przeżywałaś ja z moją pierwszą córeczką nie miałam tyle szczęścia ...i mam od 13 lat aniołka który czuwa nad nami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściskam cie mocno w moim serduszku, nie jestem w stanie pojąć twojego bólu, mogę tylko po prostu być zawsze gdy będziesz chciała,Piecyk

      Usuń
  23. Ja jestem w 34 tyg. Pół ciąży na podtrzymaniu, ale jestem dobrej myśli..
    Teraz siedzę i ryczę jak bóbr. Niestety jest tak, że czytając o czyimś nieszczęściu docenia się własne szczęście i to co się ma. Cieszę się bardzo, że u Was wszystko skończyło się dobrze..

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuję, że do mnie zajrzałaś i tym sposobem ja trafiłam do Ciebie. I zostaję, bo szanuję takich ludzi jak Ty. Jestem zbyt wzruszona, żeby pisać więcej, ale wkrótce wrócę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Odwiedziłeś właśnie Piecuchowo, miejsce gdzie kasza gryczana próży się pod pierzyną , A kucharka nie przypala tylko modeliny. Jestem ciekawa Twoich wrażeń.

Popularne posty

Zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie oraz wykorzystywania bez uprzedniej mojej zgody.