Ciężko posuwają się prace malarskie w mojej kuchni. A to kaloryfer do wymiany i instalacja do przerobienia, a to do wyciągu odprowadzenia brakuje do komina i do zlewu też trzeba instalację przerobić.....można tak wyliczać. Dlatego na poprawienie humoru wyciągnęłam swoje miniaturki . Powstała pierwsza miniatura do dekoracji ściany kuchennej. W kolejce czekają jeszcze trzy ramki. Mam nadzieję,że powstaną sprawniej niż posuwa się remont.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturki dla lalek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturki dla lalek. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 października 2016
czwartek, 12 listopada 2015
Anielska wymianka
Dla niejakiej Anielskiej Szpulki - Sylwii powstały miniatury dla lalek. Docelowo będą zdobiły kuchenne-tildy, które szyje Anielska Szpulka. A potem zapewne pojadą na Świąteczny kiermasz, i bijcie się o nie - kto pierwszy ten lepszy ;o)
No to takie tam moje dodatki w wersji mini.
kieliszek do wykrajania ciasta jest szklany ;o) Maryna gotuj pierogi!
Właśnie zobaczyłam, że jeden koszyczek się nie załapał do zdjęć. Gapa ze mnie i tyle.
Pozdrawiam ciepło.
Ps. Uprzedzam pytanie Ulencji. Tak, tak, już się lepi i ćwiczy twoją cierpliwość. Więc głęboko oddychaj i cierpliwie czekaj ;o) Buziaki.
No to takie tam moje dodatki w wersji mini.
kieliszek do wykrajania ciasta jest szklany ;o) Maryna gotuj pierogi!
Właśnie zobaczyłam, że jeden koszyczek się nie załapał do zdjęć. Gapa ze mnie i tyle.
Pozdrawiam ciepło.
Ps. Uprzedzam pytanie Ulencji. Tak, tak, już się lepi i ćwiczy twoją cierpliwość. Więc głęboko oddychaj i cierpliwie czekaj ;o) Buziaki.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Coś by wypadało napisać.
Bo i wiele się dzieje. A kolej losu przewrotna jest niesłychanie, i hektolitry wylanych łez potrafią mieć zakończenie w czymś dobrym, pozytywnym, budującym. Ja tak właśnie ostatnio mam. I im więcej się zadzieje, im bardziej wystawi Nas na próbę, tym więcej przeobrażeń we mnie i więcej pozytywnych zmian. I tak posunięcia innych skierowane przeciwko, odbijają się rykoszetem. I chciało by się podziękować tym osobom, chciały źle a wyszło lepiej ,,ot'' i przekora losu. I tak ostatnio się dzieje w moim życiu. Czy to zbieg okoliczności, czy przeznaczenie , nie wiem, jak to ocenicie. Ale ja mocno wierzyłam,że to tak nie może się skończyć powierzyłam los , modliłam się gorliwie, I wierzę,że będzie dobrze. Za sprawą nie jednego, nie dwóch ale całego sztabu dobrych ludzi. Naładowana pozytywnie, mam zamiar Was zarażać, dzielić się energią. Myślę nad jakąś zabawą. Niebawem nowy rozdział w moim życiu,życiu mojej rodzinki, trzeba to jakoś uczcić. Nie chcę zdradzać , co i jak. Napisze o wszystkim w swoim czasie.
Co by tu Wam zaproponować na te Candy? Macie jakieś pomysły? Czekam na wasze propozycje.
Zdjęcia zeszłoroczne, ale u Nas sezon miodowy-pszczelarski rozpoczęty. ;)
Ps, dla zainteresowanych- oznakowanie matek> ta największa pszczółka to Królowa Matka. -ma na grzbiecie oznakowanie- tu nr. 31 w kolorze żółtym. ponieważ pszczółki - matki żyją średnio ok 6 lat, w każdym roku-
czerw ma inny kolor oznaczenia , a kolory są żółty, biały,niebieski,czerwony,zielony-pszczelarz wie z którego roku ma pszczołę w ulu i kiedy trzeba ją zastąpić nową matką.
pozostałe pszczółki żyją ok 48 dni ;)

Bo i wiele się dzieje. A kolej losu przewrotna jest niesłychanie, i hektolitry wylanych łez potrafią mieć zakończenie w czymś dobrym, pozytywnym, budującym. Ja tak właśnie ostatnio mam. I im więcej się zadzieje, im bardziej wystawi Nas na próbę, tym więcej przeobrażeń we mnie i więcej pozytywnych zmian. I tak posunięcia innych skierowane przeciwko, odbijają się rykoszetem. I chciało by się podziękować tym osobom, chciały źle a wyszło lepiej ,,ot'' i przekora losu. I tak ostatnio się dzieje w moim życiu. Czy to zbieg okoliczności, czy przeznaczenie , nie wiem, jak to ocenicie. Ale ja mocno wierzyłam,że to tak nie może się skończyć powierzyłam los , modliłam się gorliwie, I wierzę,że będzie dobrze. Za sprawą nie jednego, nie dwóch ale całego sztabu dobrych ludzi. Naładowana pozytywnie, mam zamiar Was zarażać, dzielić się energią. Myślę nad jakąś zabawą. Niebawem nowy rozdział w moim życiu,życiu mojej rodzinki, trzeba to jakoś uczcić. Nie chcę zdradzać , co i jak. Napisze o wszystkim w swoim czasie.
Co by tu Wam zaproponować na te Candy? Macie jakieś pomysły? Czekam na wasze propozycje.
Zdjęcia zeszłoroczne, ale u Nas sezon miodowy-pszczelarski rozpoczęty. ;)
Ps, dla zainteresowanych- oznakowanie matek> ta największa pszczółka to Królowa Matka. -ma na grzbiecie oznakowanie- tu nr. 31 w kolorze żółtym. ponieważ pszczółki - matki żyją średnio ok 6 lat, w każdym roku-
czerw ma inny kolor oznaczenia , a kolory są żółty, biały,niebieski,czerwony,zielony-pszczelarz wie z którego roku ma pszczołę w ulu i kiedy trzeba ją zastąpić nową matką.
pozostałe pszczółki żyją ok 48 dni ;)

piątek, 5 kwietnia 2013
na gorąco
Z ostatniej chwili......
Marzy mi się dobry obiad, kolacja , bez gotowania, bez zmywania, bez latania kuchnia pokój, pokój kuchnia. Ze zjedzonym dobrym , ciepłym posiłkiem.Tylko nie wiem ,co by to być mogło. Z Podaniem z odniesieniem talerzyka. Cóż, chyba tylko wyjście do restauracji mi zostało.... :).
A tym czasem dawno u nas nie było żurku z chleba. Miniaturki 1:12, zapraszam i smacznego.
- zupa gulaszowa
-żurek
Marzy mi się dobry obiad, kolacja , bez gotowania, bez zmywania, bez latania kuchnia pokój, pokój kuchnia. Ze zjedzonym dobrym , ciepłym posiłkiem.Tylko nie wiem ,co by to być mogło. Z Podaniem z odniesieniem talerzyka. Cóż, chyba tylko wyjście do restauracji mi zostało.... :).
A tym czasem dawno u nas nie było żurku z chleba. Miniaturki 1:12, zapraszam i smacznego.
- zupa gulaszowa
-żurek
poniedziałek, 25 marca 2013
Jak ta sarna...
Czuję się jak ta sarna.
Zagubiona, szukam symptomów wyczekiwanej wiosny. Tak, ten okres stanowczo mi nie służy. Samopoczuciu, zorganizowaniu-przepracowaniu, mówię dość. Przez to wszystko, Święta mnie zaskoczyły jak nigdy dotąd. Psychicznie do niech przygotowana a fizycznie jeszcze w zimie siedzę.
Dziś rano zapaliła się mi czerwona lampka. Z przerażaniem ogarnęłam wzrokiem dom. i pytam się gdzie tu bazie, żonkile, pisanki? Gdzieś w lesie z tą nieszczęsna sarenką. zmobilizowana, w ostatniej chwili ( liczę 1-2-3-4-5..ufff... dni akurat dojdzie) nastawiłam zakwas na barszcz biały.Przed moje oczy , na sam czubeczek nosa postawiłam kurki i króliczka, które przyleciały dziś od kochanej Paulinki. ( ślicznie ci dziękuję ) . I na tym się skończyło, jutro działam dalej w odganiani zimy, Z takimi pomocnikami na pewno mi się uda.
Musi, choć wszytko na opak w tym roku. Rozsada, zajmuje mi każda wolną przestrzeń w domu, rośnie jak szalona i już czeka na poprzesadzanie do glinianych donic.Zajęte parapety ni jak nie dadzą się świątecznie potraktować, bu: ('
No tak a tu dowód,że jeszcze w tej zimie siedzę- mój pierniczek od Ani, Chyba okaże się całoroczną ozdoba naszej kuchni. bo buzia mi się śmieje zawsze gdy zmywam naczynia. I takim sposobem Pierniczek nie trafił do świątecznego kartonu na strych. :0)
A tu , na prośbę, zamieszczam mąki których używam. Dziewczyny nie mogły skojarzyć, Wiec mówię do pieczenia chleba używam tylko zakwasu- nie drożdży a mąka to niezmiennie- Młynomag, ze zbóż Warmii i Mazur ( patriotyzm lokalny hi hi )- I polecam wszelkie dodatki do chlebów i nie tylko - firmy Dobra Kaloria- rewelacja i asortyment bardzo szeroki, na pewno do dostania na półkach ze zdrową- ekologiczną, żywnością. A ciasta to : maka Szymanowska i maka Lubella.
Czy w ich towarzystwie święta mogą się nie udać?
I ,że ostatnio to tak szerokim łukiem omijam te moje lepienie na blogu to wrzucam zdjęcia z miniaturowego świata . Czyli cofamy się do dzieciństwa. Bon appetit.
A i to ta wspomniana sarenka :0)

Zagubiona, szukam symptomów wyczekiwanej wiosny. Tak, ten okres stanowczo mi nie służy. Samopoczuciu, zorganizowaniu-przepracowaniu, mówię dość. Przez to wszystko, Święta mnie zaskoczyły jak nigdy dotąd. Psychicznie do niech przygotowana a fizycznie jeszcze w zimie siedzę.
Dziś rano zapaliła się mi czerwona lampka. Z przerażaniem ogarnęłam wzrokiem dom. i pytam się gdzie tu bazie, żonkile, pisanki? Gdzieś w lesie z tą nieszczęsna sarenką. zmobilizowana, w ostatniej chwili ( liczę 1-2-3-4-5..ufff... dni akurat dojdzie) nastawiłam zakwas na barszcz biały.Przed moje oczy , na sam czubeczek nosa postawiłam kurki i króliczka, które przyleciały dziś od kochanej Paulinki. ( ślicznie ci dziękuję ) . I na tym się skończyło, jutro działam dalej w odganiani zimy, Z takimi pomocnikami na pewno mi się uda.
Musi, choć wszytko na opak w tym roku. Rozsada, zajmuje mi każda wolną przestrzeń w domu, rośnie jak szalona i już czeka na poprzesadzanie do glinianych donic.Zajęte parapety ni jak nie dadzą się świątecznie potraktować, bu: ('
No tak a tu dowód,że jeszcze w tej zimie siedzę- mój pierniczek od Ani, Chyba okaże się całoroczną ozdoba naszej kuchni. bo buzia mi się śmieje zawsze gdy zmywam naczynia. I takim sposobem Pierniczek nie trafił do świątecznego kartonu na strych. :0)
Czy w ich towarzystwie święta mogą się nie udać?
I ,że ostatnio to tak szerokim łukiem omijam te moje lepienie na blogu to wrzucam zdjęcia z miniaturowego świata . Czyli cofamy się do dzieciństwa. Bon appetit.
A i to ta wspomniana sarenka :0)

Subskrybuj:
Posty (Atom)
Popularne posty
-
Myślałam o nowym Candy. I wymyśliłam. Nie było łatwo, bo czas pogania już niedługo Dzień Dziecka, który jest najlepszą okazja od rozdawania...
-
Wiecie w zasadzie miałam Wam tych kolczyków nie pokazywać. Z kilku powodów. Po pierwsze zrobiłam już ich tyle rodzai, wzorów,kolorów, że...
-
Ciekawe kto z was zgadnie co to będzie ( tu w dużym zbliżeniu, ale wypiek ma ok 3 cm ) i tak tez pow...
Zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie oraz wykorzystywania bez uprzedniej mojej zgody.








