piątek, 28 lutego 2014

Szuflandia -Kraina szczęśliwości

      Małpka Julki zrobiła małe zamieszanie w naszym domu. Odkąd u nas zamieszkała,Julka żyć bez niej nie może. Małpka co miesiąc 24-tego obchodzi urodziny. Ma swoja szczoteczkę do zębów,ręcznik i inne niezbędne rzeczy. A teraz ma swoją malutką zabaweczkę. Malutka zamieszkała w szufladzie Julkowego biurka. Obejrzyjcie nowego członka naszej rodziny w moim wykonaniu.Małpka ma pełna ruchomość nóżek, rączek i szyi. A brzuszek uszyty jest z materiału.



Jestem ,,Mała" i mieszkam w szufladzie Julkowego biurka. Marudzić nie będę,ale cicho tu nie jest. W nocy 
spać nie mogę,bo myszy harcują. Nie wiem, po co tym Kasperowiczom tyle kotów. Nic tylko je karmić.



Pan Kasperowicz zrobił mi  drewnianą skrzyneczkę ,to już chociaż banany, nie lecą mi na głowę  i łatwiej jest je, przed tymi myszami upilnować. Mają swoje nasionka,śpią w kapslach i jeszcze ktoś mi mówił,że Julkowych mleczaków pilnują? Nie wiem o co chodzi z tymi mleczakami!






A bananów to przejeść nie mogę!


















Z pomocą dużej ilości pomponików od  niezastąpionej Madlen , uszyłam leśny komplecik pościeli.Motywy krasnali,lasu,muchomorów-nasze ulubione. Prawda ,że pomponiki nadały wyjątkowego uroku zwykłej kołderce? Madlenia ślicznie Ci dziękuję!




 Pudełeczko zamykane jest na magnesik. Obklejone z zewnątrz i w środku.  Prezentuje się tak.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Polskie jabłonie

   Nie oszukałabym , stwierdzając,że nie znudziły by mi się jabłka. Nawet gdybym miała je jeść co dzień.
Potrafię zjeść ich ogromną ilość na raz. Najbardziej lubię, pierwsze letnie odmiany. A miłością bezwzględną kocham mekintosze,które już tak trudno znaleźć na targach. Stare cudowne odmiany zastępowane są nowymi ,które co prawda rosną większe i czerwieńsze ale smakiem nie dorastają im do pięt. Najwspanialsze jabłka zbieramy pożną jesienią. Mąż przywozi je, ze starych zdziczałych drzewek, które sadził kilkanaście lat temu w zagajniku dla pszczół. Pokrzywy rosną tam po brodę,ale mój m.dzielnie tam brnie i przywozi największy skarb. Jabłka wielkie,czerwone,zdrowe i twarde, w piwnicy leżeć mogły by bardzo długo, gdyby ich ktoś nie zjadł... I kolejne, które czerwieni nabierają dopiero po przymrozkach. To właśnie te jabłonie które widzicie bez liści. Zjawiskowe wrażenie dla mnie każdego roku. Można by było stać w nieskończoność i podziwiać tą bordo czerwień. Jabłonie kocham za kwiaty. A naszą prywatą jabłoń,choć owoce ma paskudne, ratowaliśmy 2 lata. Drzewko jest wiekowe,ma kruche zmurszałe gałęzie. W zeszłe lato powycinałam jej wszystkie suche konary i okazało się ,że pod koronę można wstawić duży stół,przykryć ceratą w czerwoną krateczkę. Ona odwdzięczyła się  pięknym odbiciem i pościła szpaler nowych gałązek, które zwisały jak parasol do samej trawy. A my całe lato mieliśmy wspaniałe miejsce na obiady domowe, oczywiście z kompotem z jabłek i miętą, która rośnie wszędzie wokół jak szalona.

Brelok i naszyjnik z chrupiącymi jabłkami z laską cynamonu.





























niedziela, 23 lutego 2014

                                               Lekcja anatomii.

      Był taki czas w moim ,życiu , gdzie cały semestr spędziłam w prosektorium, dawno to i nie prawda, ale kilka dni temu miałam okazję przypomnieć sobie te czasy. Jako dobra mama,kilka razy sprawdzam w nocy pokoje dzieci. Zajrzę, pocałuję, przykryję rozkopane nóżki. Tak też i było trzy dni temu. Przyzwyczajenie jest silne i nie omijam nawet moich dwunastoletnich pociech. Wydawało mi się,że wypracowałam sobie już ich upodobanie do porządku. Poskładania ubrań wieczorem, naszykowania nowej bielizny na przyszły dzień.     Jakże wielkim było moje zdziwienie gdy po wejściu do pokoju ległam jak długa. Żałować tylko trzeba by było,że nie miałam widowni podczas tego spektaklu. Bo widok musiał być nie ziemski. Łubudu...obudziło starszyznę. Leniwie podniosły powieki,Marlena zapaliła lampkę.-Mamo co robisz na podłodze?
Na język cisnęło mi się dużo niecenzuralnych powiedzonek? -A jak myślisz? -Podziwiam gwiazdy!!!
Nie ważne,że matka leży na podłodze i skręca się z bólu. Nikt nie śpieszy z pomocą, nie wyciąga ręki, by podnieść obolałą kobietę. - A co ty robisz u nas w nocy, w pokoju? - Chciałam was pocałować i przykryć kocami. Wyję już jak bóbr. I wiecie co wtedy zobaczyłam? Ten sam widok jaki można oglądać ,kiedy mama całuje przed szkołą swojego synka, którego właśnie przyprowadziła. Wielkie o fuuuujjjj!. 
    Odcięłam zatem pępowinę, na razie pomału, bez rewolucji. Na pocieszenie zostały mi jeszcze mniejsze szkraby. Mi została po całym zdarzeniu, lekcja anatomii. Następnego dnia dobrze czułam tyłek, plecy,a do tego przy upadaniu musiałam tak napiąć mięśnie,że przypomniałam sobie o ich istnieniu. Najdotkliwiej mięśnie brzucha. Uważajcie na dorastającą młodzież,na porozwalane ciuchy na podłodze, bo nigdy nie wiadomo gdzie jaka szmata na was zamach weźmie!!!

   Praca szła jak po grudzie, bo siedzieć nie bardzo było jak. Ale oś tam robiłam. Wczorajszy wieczór zaowocował m&M-sami. 
Pamiętacie notesik ... TU
Na pewno powstanie jeszcze kilka gadżetów, bo urodziny dziewczynek się zbliżają wielkimi krokami. Może jakieś lustereczka?























































Buziaki Piecyki!!!





czwartek, 20 lutego 2014

aaa....kotki trzy

           Dzieci są naszymi najlepszymi krytykami. 

      Wczorajszy wieczór w domu Kasperowiczów zapowiadał się spokojnie. W ramach relaksu usiadłam z moją przyjaciółką modeliną i zaczęłam formować coś na wzór kotka. Szło opornie, bo czarny to nie mój kolor. Brudzi wszystko , nie oszczędza niczego. Ręce wydawało by się już czyściutkie zawsze zostawiają jakiś ślad w jasnej modelinie. Kotki miały mieć białe łapki, ale to przerosło moją cierpliwość ;o(. Jak już zdawało mi się ,że opanowałam ten żywioł, nadciągnął do pracowni prawdziwy kataklizm. Zuzia. Tak Zuzia powinni go nazwać synoptycy , za jakąś wielką wichurą Katriną.
  Oczęta jak u aniołka, głosik cichutki - Mamo, śliczny kotek. To dla mnie.
Tak bez znaku zapytania. Tryb oznajmujący.
-Nie Pysiek to dla Pani. Pysiek z zadartym nosem wyszedł z pokoju.W międzyczasie powstał kolejny kotek.
-To dla mnie.
-Nie Pysiek do dla synka Pani.
-To dobrze bo jakiś zarozumiały ten kotek.
Powstał trzeci kotek.
- Ale śliczny kotek, To dla mnie.
-Nie Pysiek to dla Emilki Pani Ani.
Pysiek już nic nie powiedział. Trzasnął drzwiami i tyle go widziałam. Przeszło tornado. A jak, to po tornadzie , nastała wielka cisza. Dziecko się do mnie nie odzywa. Coś tam zagadywałam,że czarnej modeliny nie mam, trzeba czekać na dostawę, ale nie na wiele to się zdało. Inny nie wchodzi w grę,a na czarną trzeba czekać.
Postanowiłam w nocy uszyć pościel dla Pysiowego kotka. Zadowolona z siebie, w końcu nie każdy kotek ma myszkową pościel. Rano pobudka.Pierwsze słowa małego Pyśka.
-Była dostawa modeliny?
Pościel nie pomogła.
-Małpkowa ładniejsza.( Pościel małpki Julki) .
I tak o to okazałam się matką niedoskonałą.

A to kotki ,które narobiły nie małego zamieszania. NIEGRZECZNE KOCURKI.
Dwa pierwsze powstały w ramach wymianki z Anią.
Ostatni to prezent urodzinowy dla Emilki Ani , koniecznie z fioletowymi dodatkami.

Z nowości, nowe pyszczki, bo miały być białe i wąsiki, tak same się tam pchały ;o)




















Brelok dla chłopca.



I kolejna kocia dama z jasnym noskiem.









I nieszczęsna pościel w myszki. Kotek wydaje się być zadowolony. Przy okazji odnowiłam mu kołyskę, która dostała nowy szary kolor, fioletowy jakoś do niego nie pasował, choć to kotek transwestyta.
Został zrobiony na przez kot bury, na wzór naszego domowego kotka. Nie ma nawet jednego oka , tak jak nasz Farciarz,który został przechrzczony na Zuzię mimo ,że to wielkie chłopczysko.
A Zuzia bardzo lubi przebieranki w lalkowe sukienki. 



Kocio jest idealny. Do spania, na wycieczki. leciutki i mięciutki, zwija się w kuleczkę.


Nieidealna mama.


                                        Moje kocie zgłaszam do wyzwania Addicted to crafts


Zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie oraz wykorzystywania bez uprzedniej mojej zgody.